«

lut 21

Zwierzę Wam się…

Zauważyłam, że zwierzę jako istota czująca coraz częściej staje się obecne w debacie publicznej.

W złym tonie jest kupowanie jaj z chowu klatkowego, futro to obciach, znęcanie się nad psem jest karalnym bestialstwem, “wypada” mieć psa ze schroniska.

Kotlet to nie zwykły produkt, ale… czyjeś ciało. Mnie bardzo się ten trend podoba i marzę o tym, żeby wszedł do mainstreamu.

Jakiś czas temu przestało mi wystarczać jedzenie tofu oraz fejsbukowy aktywizm i zaczęłam

szukać możliwości działania na rzecz zwierząt. Pewnego dnia, niezupełnie przypadkiem, trafiłam

do miejsca, z którego tak naprawdę mogłabym już nie wyjeżdżać: wieś, trzy stajnie, pastwiska,

wrażliwi ludzie i konie. Mnóstwo koni! Nieco kotów, psów, ale tam też świnie, kozy, krowy, kaczki,

kury. I królik, który miał być pasztetem. Stworzenia te zostały wykupione od handlarzy,

dla których koń to konina, od rolników, którzy zmuszali je do „nadkońskiej” pracy, czasem

znalezione w rowie (suka Vega) czy na wiejskim targu (fatalnie traktowane kaczki) … Każde ma

swoją historię: na razie zdążyłam poznać tylko niektóre z nich. W większości takie, że czułam

zażenowanie przed całą tą nieludzką bandą swoim człowieczeństwem.

Wszystko to szczęśliwe, nakarmione, wybiegane, zadbane! Cały rytm dnia w Tarze się kręci

wokół zwierząt; ludzie są tam ich sługami. Wieczorem, gdy zwierzęta już śpią, założyciele Fundacji

pracują w biurze: trzeba organizować owies, siano czy lekarstwa, znajdywać wirtualnych

opiekunów, pisać listy do rządzących, walczyć o niezbędne zapisy prawne. Cały czas jest mnóstwo

spraw do zrobienia w tej kwestii: trzeba np. wprowadzić zmiany w ustawie dotyczącej zwierząt,

że koń jest towarzyszem człowieka, tak jak pies czy kot. Póki co, tego zapisu nie ma, zatem masowa

rzeź tych pięknych i mądrych zwierząt jest, niestety, legalna. Polska znalazła się prawie na

szczycie dość haniebnego rankingu – jesteśmy jednym z większych eksporterów koniny w Europie.

A właściwie koni, bo one żywe, w koszmarnych warunkach są transportowane do włoskich

rzeźni. Gdy piszę te słowa, Fundacja Tara szykuje się na wyjazd 18 lutego do Skaryszewa:

największego w Polsce targu końskiego. Za dnia tam jest przaśnie, wesoło, ludycznie za to

w nocy mają miejsce dantejskie sceny: nielegalne załadunki koni, bicie, picie, maltertowanie

i upychanie rumaków jak sardynki. Handlarze raczej nie kłopoczą się takimi przyziemnymi

sprawami jak słoma pod kopyta, woda czy jedzenie na czas transportu.

Konie, które spotkałam w Tarze są szczęściarzami! Jest ich tam raptem 120, a w samym zeszłym roku z Polski wyjechało 41 tysięcy koni (wg. www.farmer.pl to 11,6 tysięcy ton mięsa). Skala zjawiska jest olbrzymia…

Sprawdź, co Ty możesz zrobić dla zwierząt. Może zechcesz zaadoptować np. Jaśminę ze złamanym przez byłego właściciela uchem? Albo przyjechać na wolontariat? Lub przekazać Fundacji 1%?

R i t a G a w o r z y

 

więcej szczegółów: http://fundacjatara.info/