↑ Powrót do info:uliczne

Jan Parandowski

info: uliczne


Strzeszyn sprzyja bardziej spacerom niż wysiadywaniu na ławkach, wielu z nas może się to nie podobać, ale przyznać trzeba, że i to bywa korzystne. Kanapy mamy w domach, a brak siedzisk publicznych na dworze prowokuje do wędrówek po osiedlowych zakamarkach. Szwendając się strzeszyńskimi ulicami zdarza nam się stwierdzić powstanie kolejnej, gdzie indziej zauważamy nową nawierzchnię, a w mniej sprzyjających warunkach atmosferycznych przeklinamy błoto. Te ulice, czy to żwirowe, błotne czy już z asfaltem mają swoich patronów:
Żmichowska, Gojawiczyńska, Lermontow, Parnicki… Niech rzuci kamieniem ten, który jest w stanie opowiedzieć coś więcej o każdym z nich niż „ech, człowiek pióra”. Info: strzeszyn informuje. W luźnej formie.
Raczej nie zdarza mi się sięgać po pierwszą z brzegu książkę – dobieram ją bardziej uważnie. Czasem kupuję, czasem pożyczam, a czasem udaję się do domowej biblioteki, gdzie mamy niemało tomów zakupionych jeszcze w czasach słusznie minionych. Tak zdarzyło się i wczoraj – chciałam wybrać coś, co nawiązywałoby do panującej wówczas aury (piękne, czyste, rozgwieżdżone niebo), do czasu (późne lato) i do… Strzeszyna.
Tak oto wybór padł na zbiór szkiców literackich – wojennych wspomnień Jana Parandowskiego. Tego Parandowskiego, którego pamiętamy głównie z przybliżenia nam mitologii Greków, Rzymian i w ogóle antycznej kultury.
Poza historiami o Chaosie, tajemnicy wiosny i zimy, Syzyfie i obrazami wywołanymi przez dokładne opisy autora, zapadł mi w pamięć też specyficzny styl Parandowskiego: proste, precyzyjne zdania, prawie aptekarska narracja,
nieskomplikowane konstrukcje gramatyczne. I niemal zupełny (literalnie!) brak poezji czy choćby szczypty przenośni w poszczególnych frazach. Wizje, obrazy i metafory, tworzyły się później, dopiero gdy tę słowną miksturę, po całym akapicie, mózg – z pomocą wyobraźni – przekształcił w spójną, kolorową, pełną tych wszystkich detali wizję.
„Wrześniowa Noc”, bo właśnie ta książka wpadła mi w ręce, jest pisana bardzo podobnie, z tym, że w kontekście tego, o czym owe literackie szkice traktują, całość uderza jeszcze mocniej. Wspaniale ukazany został kontrast pomiędzy ciemnością i ciszą nocy a hałaśliwą brutalności wydarzeń. Rytm dnia powszedniego, nienormalnie zakłócany przez koszmarny refren „Heil Hitler” czy wątpliwą melodyjność policyjnego walenia w drzwi. Ciągły niepokój o życie, ale jednoczesne zachowanie wrażliwego na piękno oka i umysłu. Oto cytat ze szkicu „Szpargały”, w którym to autor z małżonką i dziećmi zostali przygarnięci na parę dni do dziwnego domu starszej gospodyni:
„Ilekroć tam zachodziłem nie mogłem oprze się wrażeniu, że przerywam kanapie biedermeierowskie opowiadanie, którym bawiła pół tuzina foteli otaczających ją półkolem. Na przekór tradycjom nie północ, ale południe było tu porą duchów. Żółte smugi słońca, matowy połysk liści oleandra przyprószonych kurzem, spłowiała zieleń mebli, ciemna czerwień podłogi, starannie zaciągniętej pastą, oliwkowy ton ścian nie ozdobionych niczym oprócz zegara szafkowego, który zatrzymał się na pół do dwunastej – wczoraj czy przed laty – wszystko tu było dziwnie samotne i czekające. Pokój pusty i zimny, tylko na dwie godziny od dwunastej do drugiej, rozgrzewał się od słońca, a stare graty, jak koty, wyciągały się pod jego pieszczotami. Przychodziłem tu czytać.”
Rozumiem, że wspomnienia zostały napisane po czasie, i że pewnie te niewyobrażalne dla mnie wojenne emocje zdążyły już trochę opaść. Rozumiem, że osoba na co dzień zajmująca się naukowo Antykiem, powinna mieć swego rodzaju stoicyzm w duszy, wyostrzony zmysł piękna i harmonii a także precyzję badacza. Ale mimo tego całego rozumienia, pozwalam sobie dziś na zachwyt nad tym zbiorem opowiadań, niniejszym ogłaszając pana Jana Parandowskiego bohaterem wrześniowego numeru.
info:strzeszyn.
Rita Gaworzy